„SZTUKA KOCHANIA” – FILM. Historia Michaliny Wisłockiej

Sztuka kochaniaWprowadziła dobrą zmianę do wielu łóżek za czasów PRL-u. Michalina Wisłocka, bo o niej mowa, autorka bestsellerowego poradnika seksualnego stała się bohaterką nowego filmu Marii Sadowskiej „Sztuka Kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”. Ten film nie tylko warto, ale nawet trzeba zobaczyć.

Mówiła o niej cała Polska. Książkę czytano po kryjomu, pod kołdrą, bo przecież dla wielu rozmowa na temat seksu była wstydliwa. Wisłocka, ginekolog i seksuolog, po licznych rozmowach z pacjentami znalazła idealną receptę na ich problemy, więc postanowiła, że napisze przewodnik po świecie seksu i miłości. Przez długi czas nikt nie chciał wydać tej książki. Poczynając od ówczesnej władzy państwowej, a kończąc na zwierzchniku polskiego Kościoła. Ta niezłomna kobietazrewolucjonizowała życie wielu par, zwalczając niepłodność i popularyzując antykoncepcję.

Sztuka Kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” to przykład bardzo porządnej roboty filmowej, mam na myśli scenariusz, reżyserię i dobór aktorów. Historię opisał Krzysztof Rak, scenarzysta filmu „Bogowie” o Zbigniewie Relidze. Teraz też skupił się na szerokiej perspektywie, ale również na niezwykle istotnych detalach biografii, gdzie każda scena jest przemyślana. Skoncentrował się na trzech okresach życia Wisłockiej: latach 40., czyli poznaniu męża i trójkącie z ich przyjaciółką, latach 50. – praktyce lekarskiej i prawdziwej miłości Michaliny oraz latach 70., kiedy bohaterka poszukuje wydawcy książki. Bez wątpienia brawa należą się również reżyserce Marii Sadowskiej, która podobnie jak w debiutanckim „Dniu kobiet” powraca do opowieści o silnej kobiecie. Niezwykle sprawnie prowadzi aktorów. Ukazując prywatne życie Wisłockiej, uniwersalizuje historię, uświadamiając jej nieszczęście, kruchość i brak wolności. A odzierając w każdej scenie zachowania pacjentów z pruderii, ukazuje jej całą absurdalność.

Oglądając ten film, trzeba dać się ponieść intensywnym obrazom Polski czasów PRL-u wykreowanym przez Michała Sobocińskiego i wsłuchać się w komunikatywną muzykę Radzimira Dębskiego. Warto zwrócić też uwagę na staranną scenografię i kostiumy odtwarzające klimat lat Polski Ludowej. Najważniejsza jest jednak główna bohaterka grana świetnie przez Magdalenę Boczarską. Aktorka zaskakuje szerokim wachlarzem możliwości, ułatwia nawigację po biografii Wisłockiej. Kreuje postać poszukującą niezależności w każdej sferze życia. I przede wszystkim dla takiego aktorskiego spotkania warto zobaczyć film Marii Sadowskiej. W trójkącie Boczarskiej akompaniują Justyna Wasilewska i Piotr Adamczyk. Zaskakuje król dancingu Borys Szyc i kochanek z uzdrowiska – Eryk Lubos, nie ustępują poziomem generałowa Danuta Stenka i redaktorka naczelna pisma dla kobiet Katarzyna Kwiatkowska.

Sztuka kochania - gabinet

Sadowska znalazła wytrych do naszego kina. Opowiada po raz kolejny o silnej kobiecie w konwencji „feelgoodmovie”. Tworzy filmy środka, których w Polsce brakuje. W „Sztuce kochania” odnajdzie się każdy, bo to propozycja z popowym sznytem, zrozumiała i wiarygodna. Wisłocka uczyła nie tylko praktyki, ale przede wszystkim szacunku do drugiej osoby, liczyło się zaufanie i przyjaźń w związku. Jej zaangażowanie zmieniało polską rzeczywistość. Witalna energia rezonuje dalej.

autor: Marcin Radomski, Współpracownik OnetFilm.

Dodaj komentarz